Plusy:
+ dobrze trzymają się na uszach
+ większa świadomość otoczenia
+ dobra jakość dźwięku
+ wygląd
+ cena
Minusy:
- czasem słychać dźwięk na zewnątrz
- czasem dźwięki otoczenia zagłuszają to co w słuchawkach
- złe ustawienie na uszach pogarsza dźwięk
- spore etui
- czasem poprawianie słuchawek na uszach powoduje kliknięcie czegoś
Myślałem, że w temacie słuchawek bezprzewodowych już nic mnie nie zdziwi. W sensie wyglądu i sposobu noszenia. A tu na moim biurku pojawiły się słuchawki Creative Outlier Go, mówiąc coś w stylu „potrzymaj mi piwo”.

Pudełko standardowo niewielkie. A w środku słuchawki w etui, kabelek i trochę papierów. Same słuchawki na pierwszy rzut oka mnie zaskoczyły. To nie pestki, które wkładamy do ucha, tylko coś, co przypomina te dawne słuchawki Bluetooth używane przez ludzi sukcesu. Wiecie, o jakie mi chodzi. Tylko tamte występowały pojedynczo, a tu mamy dwie sztuki. Dodatkowo etui ładujące jest nieco większe niż przy zwykłych słuchawkach dousznych. Na oko niemal dwa razy większe niż etui do Aurvana Ace 2.

No dobra, standardowo wrzucę teraz garść technikaliów, a potem lecimy do opowiadania jak tam kwestia
używania słuchawek.
Typ produktu: Słuchawki bezprzewodowe Open-Ear
Łączność: Bluetooth® 5.4
Wymiary (dł. x szer. x wys.): 54 x 40.34 x 16.63 mm (słuchawka), 103 x 55 x 25.80 mm (etui)
Masa: 11g (słuchawka), 56g (etui)
Czas pracy przy korzystaniu z akumulatora: Do 26 godzin
Kodeki bezprzewodowe: AAC, SBC
Profile: HFP (profil głośnomówiący), (A2DP) Advanced Audio Distribution Profile, (AVRCP)
Audio/Video Remote Control Profile, Multipoint dla dwóch urządzeń
Częstotliwość robocza: 2402–2480 MHz

OK., czas pokorzystać z tych słuchawek.
Pierwsza zagadka brzmiała „jak to się zakłada i dopasowuje?”. Rozwiązanie okazało się niezwykle proste. Haczyk za ucho, a słuchawka na ucho. Do tego, jeśli coś nie pasuje można sobie ustawić słuchawkę w dwóch płaszczyznach. Góra dół i lekko odgiąć, albo dogiąć do ucha. Dzięki temu każdy chyba będzie je sobie w stanie dopasować. Przyznaję, nie jest to najbardziej intuicyjne i miałem problemy z początkowym ustawianiem (zwłaszcza na założonych słuchawkach), ale dałem sobie radę. Tego trzeba się po prostu nauczyć.

Jak już założymy i dopasujemy sobie obie słuchawki, to okazuje się, że są one bardzo wygodne. Z uwagi na to, że są to malutkie nauszne pestki w zasadzie nie czuć ich na uszach. Dopiero jak zakładałem czapkę, bo było zimno, to czułem ucisk, ale też był lekki. Do tego słuchawki bardzo dobrze się trzymają. Standardowe aktywności, takie jak ćwiczenia na siłowni, czy bieganie nie powinny ich zrzucić. OK., przyznaję, że nie testowałem tego na siłowni czy biegając. Po prostu mocno trząsłem głową w różne strony (jakbym był na koncercie metalowym) i nic mi nie spadło. Co również ważne, nie zmieniało się ustawienie słuchawek względem ucha. Nie wiem, czy po bardzo długim czasie użytkowania te „zawiasy” się nie wyrobią i w takich warunkach nie pojawią się luzy, ale na ten moment nie było problemu.

Fakt, że słuchawki nie są douszne sprawia, że nosząc je mamy nieco lepsze rozeznanie w terenie. Słyszymy nieco więcej, dzięki czemu ich używanie jest nieco bezpieczniejsze niż dousznych. Z drugiej strony, dźwięki z zewnątrz mogą czasami zakłócać odbiór tego, co leci w słuchawkach. Zwłaszcza, kiedy jesteśmy w miejscu, gdzie jest dość głośno. A jeśli jest bardzo cicho, to ktoś siedzący tuż obok nas może słyszeć to samo co my (choć słabiej). Dlatego zalecam uważne korzystanie z nich w takich miejscach jak Strefa Ciszy w Pendolino.

Sam dźwięk jest bardzo dobrej jakości. Czysty i wyraźny z dobrze odwzorowanymi basami, czy wysokimi tonami. Jednak to też zależy od dobrego ustawienia słuchawek na uszach. Złe ustawienie względem kanału usznego może zaowocować przytłumionym i mniej wyraźnym dźwiękiem. Dlatego przed wyjściem warto spędzić nad tym chwilę w domu. Dodatkowo, kiedy próbowałem czasem poprawić jedną czy drugą słuchawkę już poza domem, często przypadkiem dotykałem jakiegoś punktu sterującego i albo zatrzymywałem muzykę, albo przeskakiwałem utwór do przodu. Irytujące. I muszę też zaznaczyć, że nigdy nie zdarzyło mi się to, kiedy poprawiałem zwykłe słuchawki douszne.

Wbudowany mikrofon też sprawuje się przyzwoicie, jeśli chodzi o jakość rozmów. Osoby pod drugiej stronie słyszały mnie dobrze i nie miały problemów ze zrozumieniem tego, co mówię.
Świetną rzeczą dla wielu osób będzie możliwość połączenia słuchawek Creative Outlier Go z dwoma urządzeniami jednocześnie. Jasne, nie każdy z tego skorzysta, ale dla osób, które tego potrzebują będzie to olbrzymi plus.
I pozostaje kwestia ceny. Według strony producenta, można je kupić za 269 złotych. Najniższa cena, jaką znalazłem to 259 złotych, a gdzieniegdzie wyskakiwała nawet ponad 300 złotych.
Wygląd: 4/5
Wykonanie: 4/5
Funkcje: 3,5/5
Stosunek ceny do jakości: 4/5
Ogólnie: 4/5
PODSUMOWANIE:
Bardzo ciekawa propozycja dla osób, które nie lubią wtykać sobie słuchawek do ucha, ale nie chcą też zakładać ich na głowę. Dobra cena i niezłe działanie pozwalają przymknąć oko na pomniejsze problemy. Warto się im przyjrzeć. Ja jednak pozostaję fanem słuchawek kostnoprzewodzących.
